Wywiad z Katarzyną Piechocką, właścicielką hodowli labradorów

Hodowla labradorów Perfekt Partner cieszy się wyjątkowo dużą popularnością. Hodowane w niej labradory to często psy pracujące: psy myśliwskie, terapeuci, ratownicy, a nawet psy aktorzy. Jak pomaga pies terapeuta? Czym musi się odznaczać? O wyjątkowych cechach swoich psów rasy labrador retriever opowie nam Katarzyna Piechocka.

Katarzyna Piechocka, poza hodowlą labradorów, zajmuje się także groomerstwem. Grooming, czyli strzyżenie psów, to bardzo odpowiedzialne zadanie. Jak pracuje psi fryzjer, jakie umiejętności musi posiadać, by w bezpieczny sposób przeprowadzić pielęgnację psa? Na wszystkie te pytania odpowiedzi udzieli nam Pani Katarzyna.

Jak zaczęła się Pani przygoda z psami?

Pierwszego psa nabywa się najczęściej z potrzeby serca. Jest to spełnienie marzeń oraz oczekiwań od psa. Kupując swojego pierwszego psa nigdy nie zakładałam, że stanę się hodowcą.

Jaka była pierwsza rasa, którą Pani kupiła?

Pierwszą wymarzoną rasą był doberman, którego kupiłam w 1993 – 1994 r. i był to pies bez rodowodu. Właśnie ten pies zrodził moją pasję oraz zainteresowanie rasą. Mając własnego psa zaczęłam interesować się wystawami, oglądaniem psów rasowych, zgodnych z wzorcem, psów w ringu, psów najpiękniejszych – championów. Zakup kolejnego dobermana: z rodowodem, po wybranych rodzicach, po importowanym belgijskim psie, na którego czekałam dwa lata – wiązał się z dużym naruszeniem budżetu domowego i składała się na niego cała rodzina. Wtedy przyjechała pierwsza suka z rodowodem i w ten sposób rozpoczęła się moja hodowla.

Jakie były początki Pani pracy z psami?

Na początku chciałam zdobyć wiedzę praktyczną. Zaczęłam jeździć do bardzo dużej hodowli dobermanów. To właśnie od właścicielki, osoby, która poświęciła 35 lat życia tej jednej rasie, nauczyłam się wszystkiego obserwując jej pracę. Potem miałam okazję spotkać jeszcze innych hodowców, m.in. śp. Pana Stefana Ulickiego, który miał hodowlę dobermanów – MAJSTERSZTYK. Starsza osoba, z dużym doświadczeniem praktycznym, bardzo otwarta na młodych zapaleńców, którzy mają ogromnie dużo chęci, siły i miłości, ale nie mają wiedzy praktycznej. Hodowcy starszej daty potrafili wszystko wytłumaczyć, pokazać, wytknąć każdy błąd. To była prawdziwa szkoła życia, niezależnie od tego czy należało posprzątać kojec, umyć szczeniaki, pojechać na krycie czy wystawę – wszystko to było bardzo pasjonujące.

Teraz jest inaczej?

Obecnie obserwuje się multum junior handlerów. Są to osoby, które przyjeżdżają stricte na wystawę, biorą już gotowe, zrobione „produkty” (czyste, piękne, pachnące pieski) i prezentują te psy na zasadzie własnego dobrego wizerunku. Zdarzyło mi się tylko raz spotkać dziewczynę, studentkę zootechniki, która zapytała czy w wakacje może pracować przy psach. Dla hodowcy jest to duże ułatwienie. Każdy wie, że mając jednego psa dużo łatwiej jest poświęcić mu swój czas. Mając dwa psy dzielimy ten czas, ale mając już 9 psów obowiązków jest już bardzo dużo. Każdego psa należy zabrać na spacer, pojeździć z nim autobusem czy tramwajem, socjalizować go. Ze względu na ilość obowiązków pomoc ze strony osób młodszych była mile widziana w starszych hodowlach. Była to obustronna korzyść.

Jakie były następne rasy psów, którymi się Pani zajmowała?

Dobermany były ze mną do czasu ślubu. W momencie, gdy urodziło nam się drugie dziecko musieliśmy zrezygnować z tej rasy, ponieważ psy, które trzymaliśmy były psami typowo sportowymi, startowały w zawodach, były szkolone. Wtedy okazało się, ze nie możemy pogodzić ich temperamentu z naszymi życiowymi zmianami. Najmłodsza suka wyjechała do Kanady do osoby, która zajmuje się tylko treningiem psów. Najstarsza suka została z nami do końca.

Następnie przypadkiem pojawiły się u nas labradory, również z hodowli dobermanów z Padoku. W ten sposób przyjechała do nas pierwsza labradorka, która miała zupełnie inny charakter, psychikę, bardzo pasowała do trybu życia, który aktualnie prowadziliśmy. Właśnie dzięki jej obecności zdecydowaliśmy się na zmianę profilu z psów typowo użytkowych na psy rodzinne.

labrador z hodowli labradorów Perfekt Partner

Wiemy, że Pani psy, poza imponującymi osiągnięciami wystawowymi, robią karierę na innych polach. Pani labradory to psy pracujące: ratownicy, terapeuci i psi aktorzy. Czy mogłaby Pani opowiedzieć coś więcej na ten temat?

Labrador jest psem bardzo zdolnym i może pracować na każdym polu np. jako pies myśliwski, pies terapeuta. Pierwsze labradory, które zaczęły pracę to były psy pracujące z dziećmi autystycznymi. Koleżanka, która jest dogoterapeutą, fizjoterapeutą i psychologiem dziecięcym, poprosiła mnie o wybór szczeniaka po naszym reproduktorze. Pies miał pracować w Fundacji Synapsis dla dzieci autystycznych w Warszawie. Kolejne osoby widząc, że nasz pies sprawdza się bardzo dobrze, jest wydajny w pracy, chętny, aktywny i otwarty, zwróciły się o pomoc. Kolejne labradory pracowały w prywatnych przedszkolach dla dzieci niesłyszących, z wadami rozwojowymi.

Kolejne psy pojechały do osób prywatnych, zainteresowanych szkoleniem poszukiwawczym. Trafiliśmy na wspaniałego człowieka, jakim jest Pan Michał Kocemba, zapalony WOPRowiec, który przeszkolił suczkę Fionę i stała się ona jednym z najbardziej znanych i rozpoznawalnych psów do szukania osób zaginionych pod gruzami. Jej miejsce, jako psa poszukiwawczego, zajęła kolejna labradorka z Perfect Partner o imieniu Czaczacza i w tej chwili pracuje już jako pies poszukiwawczy. Dwa labradory z naszej hodowli pracują jako psy ratujące ludzi tonących. Pani Monika Janecka dwukrotnie zdobyła zwycięstwo Polski właśnie w pracy wodnej z suczką Ariel Perfect Partner o imieniu domowym Zira.

Jest to ogromna satysfakcja. Telefon właściciela, który opowiada o tym, że pies uratował komuś życie znajdując go pod gruzami, wtedy, gdy inne psy już dały za wygraną, powoduje wielką radość.W takich momentach widać ogromny sens w pracy hodowlanej, nieporównywalny do zdobycia złotego pucharu.

Osobiście nie potrafię zając się taką pracą i odpowiednio wyszkolić psa, dlatego właśnie żywię ogromny szacunek dla osób, które to potrafią i z wielką radością użyczam swoich psów takim ludziom. Uważam, że pies, który pracuje jest psem cenniejszym od psa wystawowego oraz że utrzymanie w rasie użytkowości, sprawności fizycznej jak i intelektualnej psa jest bardzo ważne.

Czy jakieś zdarzenie szczególnie zapadło Pani w Pamięci?

Tak, zdarzył nam się bardzo dziwny przypadek. Pani, która absolutnie amatorsko szkoli suczkę Torę Perfect Partner zadzwoniła, że w środku nocy pies ich obudził głośnym szczekaniem, skakaniem na drzwi. Jego zachowanie było niezwykle czytelne, więc pomimo złej pogody Państwo postanowili ubrać się i sprawdzić, co się stało. Okazało się, że po drugiej stronie ulicy umierał człowiek – miał zawał. Niestety nie udało się go uratować. Przyjechało pogotowie, policja i wszyscy się dziwili, pytali czy pies był kiedykolwiek szkolony. Ludzie tego nie słyszeli, ale pies zareagował. Właściciele są na tyle wyczuleni na zachowanie swojego psa, że potrafili je odczytać i pójść sprawdzić, co się dzieje. Policjanci byli zachwyceni, przywieźli dla Tory prezenty w podziękowaniu za pomoc. Policja stwierdziła, że gdyby ten człowiek tam pozostał, to prawdopodobnie jego rodzina długo mogłaby go szukać, ponieważ właśnie w tym miejscu mógł być niezauważony.

Jest Pani także groomerem. Proszę powiedzieć, groomerstwo to dla Pani bardziej zawód czy pasja? Jakie predyspozycje trzeba mieć, by być psim fryzjerem?

Groomerstwo przyszło do mnie z potrzeby. W momencie, gdy w naszej hodowli pojawiły się długowłose cocker spaniele angielskie, które są bardzo wymagające pod względem przygotowania szaty, pojawiła się również potrzeba nauki umiejętnej pielęgnacji tej rasy. Stąd pojawiły się pierwsze kursy pod okiem osób wykwalifikowanych i nauka pielęgnacji szaty, strzyżenia, trymowania. Miałam możliwość nauki od osób najlepszych, doskonale wyszkolonych. Tak, więc grooming wynikał z potrzeby pielęgnacji własnych psów. Udało mi się to rozwinąć. Osoby z grupy cocker spanieli i springer spanieli, które widziały moje psy w ringu, prosiły o pomoc. Rozwinęło się to po prostu bardzo naturalnie i nie było planowane.

Co trzeba zrobić, by być groomerem? Czy do tego zawodu należy mieć specjalne predyspozycje?

Przede wszystkim trzeba mieć bardzo dużo cierpliwości. Uważam, że groomingu może się nauczyć każdy, kto jest zaangażowany w swoją rasę, ponieważ najlepszymi na świecie groomerami są hodowcy danych ras psów. Osoby, które bardzo szanuję jako hodowców, zazwyczaj również zajmują się groomingiem rasy, która hodują. Znają te psy, wiedzą dokładnie jak są zbudowane, jak wydobyć ich piękno i ewentualnie później rozwijają grooming na inne rasy.

Osobie postronnej, która ma psa w danym typie rasy zawsze radziłabym skonsultować się najpierw z hodowcą, który powie, kto w danej rasie specjalizuje się w groomingu. Jest podział na tzw. pet grooming, czyli grooming psów nierodowodowych w typie rasy. Te psy strzyżone są na zasadzie utrzymania czystości i jest to zupełnie niezwiązane z tym, czym jest grooming wystawowy, gdzie przygotowanie szaty musi być zgodne z wzorcem rasy. Grooming wystawowy wielokrotnie jest bardziej pracochłonny i wykonywany innymi narzędziami.

szczeniak rasy labrador retriever

Wspomina Pani o kursach strzyżenia psów. Jak długo trwa nauka tej profesji?

Kursy organizowane w rasie cocker spaniel angielski najczęściej są kursami dwudniowymi. Uważam, że 90% osób przychodzących na ten kurs już ma jakieś podstawy, ponieważ ma psa danej rasy i jest nią zainteresowany. Pierwszy dzień polega na prezentacji groomingu psa, który jest modelem. Drugiego dnia od rana prowadzone są warsztaty. Każdy z uczestników ma możliwość na warsztatach wykazać się własną pracą i zadać pytania do mistrza groomerskiego, który następnie pokazuje jak on pracuje. Każda z osób prowadzących kurs ma inny rodzaj pracy i inny grooming. Można porównać to do mistrzów fryzjerstwa – każdy z nich ma swój indywidualny, rozpoznawalny styl. Oczywiście każdy grooming jest zawsze w jednym typie rasy, ale na swój sposób jest unikatowy i rozpoznawalny po typach hodowli i sierści danych psów.

Czy zdarzyło się Pani kiedykolwiek otrzymać nietypowe zlecenie od właściciela strzyżonego psa?

Może być smutne to, co powiem, ale osoby, które przychodzą i mają własne życzenie to na pewno nie są to właściciele psów wystawowych. Tacy klienci zazwyczaj proszą, żeby pies był ostrzyżony jak najkrócej. Często mam wrażenie, że gdyby była możliwa depilacja psa, to właśnie na taki zabieg decydowaliby się Ci klienci. Osoby te właśnie nie są związane z rasą. Pies jest dla nich wartością jedynie emocjonalną i dlatego nie jest dla nich istotne czy włos psa jest zgodny z wzorcem danej rasy. Nie zawsze zgadzamy się na takie strzyżenie, dlatego że nie jest to dobre dla danego psa.

Całą sztuką jest wytłumaczenie właścicielowi, że jego pomysł i wizja może okazać się szkodliwa dla psa. Gdy tylko zaczynają się upały pojawiają się klienci, którzy proszą o jak najkrótsze ostrzyżenie psa argumentując to tym, że psu jest bardzo gorąco. Wytłumaczenie takiemu klientowi, że włos jest również barierą chroniącą organizm psa przed słońcem jest dla mnie wyzwaniem. Niestety takie osoby często podejmują się obcięcia psa samodzielnie, co niesie ze sobą liczne skaleczenia oraz nierówności. Następnie przychodzą do specjalisty po pomoc.

Czy należy mieć dużą wiedzę na temat psiej psychologii, aby właściwie przygotować zwierzę do zabiegu?

Nie, bardziej trzeba być psychologiem ludzkim żeby radzić sobie z właścicielem. Psy nie stanowią problemu. Przychodzą rasy długowłose, które musiały już mieć jakieś doświadczenie i kontakt z grzebieniem czy szczotką. Właściciele sami zazwyczaj wprowadzają podstawową pielęgnację psa w domu. Natomiast to, jak różne typy właścicieli się spotyka, jest tematem na długą rozmowę. Właściciele dziwią się, że w wielu prestiżowych salonach groomerskich cena strzyżenia psa jest zależna od tego czy właściciel zostaje czy wychodzi. Dla klientów jest to niezrozumiałe, zakładają, że groomer chce zrobić coś złego psu zaraz po tym jak właściciel wychodzi.

A jak jest w rzeczywistości? Dlaczego lepiej strzyc psa, gdy jego opiekuna nie ma w pobliżu?

Prawda jest taka, że bez obecności właściciela pies jest o wiele bardziej spokojny. To jest straszne, ale gdy tylko właściciel wychodzi, pies się odpręża. Emocje przenoszą się z właściciela na psa, przede wszystkim strach, zdenerwowanie. Samo obserwowanie, że pies stoi na wysokim stole, z głową umieszczoną w tzw. „szubienicy” kojarzy się z niemiłymi rzeczami. Dla właściciela fakt, że pies ma ograniczone ruchy i jest zdany na obcą osobę wiąże się z bardzo dużym stresem. Dlatego też często prosi się właścicieli o przyprowadzanie nawet szczeniąt, które poddawane są krótkim zabiegom pielęgnacyjnym (przycięcie pazurków, rozczesanie sierści), w celu przyzwyczajenia psa do tego typu zabiegów. Mając np. małe szczenięta rasy cocker spaniel bawiące się w kojcu, przyzwyczajamy je do dźwięku suszarki, którą kładziemy obok nich. Działania te mają na celu od małego oswojenie psa z tego typu odgłosami, co w przyszłości skutkuje zmniejszeniem stresu przy zabiegach.

2862

Interesujące? Chcesz
wiedzieć więcej? Zapisz się!

Dziękujemy za zapisanie się do naszego newslettera

Błąd zapisu

zamknij